czwartek, 31 stycznia 2013

Teddy bear

"- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy - uśmiechnęłam się.
Kiedy skończyliśmy rozmowę podjechała mama i zabrała mnie, Adę i Alice do domów.
- Dobranoc chłopaki - krzyknęłyśmy zanim wsiadłyśmy do auta i odjechałyśmy."

Po powrocie do domu zdałam mamie relacje z koncertu. Pokazałam jej misia, którego podarował mi Nialler.
Po rozmowie udałam się po schodach na górę. Zmyłam makijaż, przebrałam się w piżamę i poszłam do pokoju. Usiadłam na łóżku z misiem w ręku, a komórkę położyłam obok siebie na kołdrze. Przyglądałam się prezentowi, który podarował mi Irlandczyk. Aż nagle zauważyłam coś dziwnego...















Spojrzałam na misia i dostrzegłam karteczkę przyczepioną do jego ucha. Na karteczce markerem zapisany był numer Nialla z dopisem "xoxo". Nie wierzyłam w swoje szczęście. Od razu chciałam sprawdzić czy ten numer to nie jest jakiś wkręt, lecz byłam zbyt zmęczona, a poza tym nie chciałam chłopaka budzić o tej porze. Włożyłam więc telefon pod poduszkę, nakryłam się kołdrą po szyję i zasnęłam wtulona w misia.

** (Następny dzień)
Kiedy wstałam natychmiast wyjęłam telefon i sprawdziłam czy nie mam nowych wiadomości lub powiadomień na Twitterze. Ucieszyłam się bardzo kiedy zobaczyłam na TT, że wszyscy członkowie 1D obserwują mnie. Zauważyłam też, że Niall dodał zdjęcie z naszym albumem przy twarzy i kciukiem uniesionym w górę podpisane "Dziękujemy. Wczoraj było świetnie dziewczyny i oznaczył profile mój, Alice i Ady." pod postem pełno było komentarzy od fanek. Pisały jak bardzo zazdroszczą i niektóre pytały również kim są te "tajemnicze" 3 dziewczyny. 
Nie lubiłam być w centrum uwagi, ale tym razem byłam dumna, że blond włosy Irlandczyk wspomniał o mnie na swoim TT. Chwila, chwila.. co to? 
Dostałam SMSa od jakiegoś nieznanego nr o treści :
"Sasie? Piszę do Ciebie, bo.. chciałem się zapytać czy masz dziś czas się spotkać."
Wiadomość była podpisana "Niall xoxo".
Pomyślałam, że to jakieś żarty. Pewnie Ada lub Alice robią sobie ze mnie jaja zmieniając numer i pisząc to.
Choć.. pomyślmy... może to naprawdę on? Zastanowiłam się chwilę i szybko chwyciłam za karteczkę przyczepioną do misia.
Tak! Numer się zgadzał. Ale.. skąd Horan miał mój prywatny numer komórki? Zdziwiłam się.
Chwilę po moich rozmyślaniach zadzwoniła Alice. 
- I jak tam gołąbeczki? - zapytała od razu po odebraniu.
- Masz mi coś do powiedzenia? - uniosłam brew tak jakbym rozmawiała z nią twarzą w twarz.
- Yyy.. nie, ależ skąd - zaśmiała się po cichu mówiąc to.
- Alice! Co ty narobiłaś?! - zapytałam z lekkim poirytowaniem.
- No.. dałam wczoraj Niallowi twój numer zanim wyszłyśmy, hihi - powiedziała po czym skromnie się zaśmiała.
- Czemu tego ze mną nie uzgodniłaś. Myślałam, że ktoś robi sobie jaja i.. - powiedziałam,ale..
- ... powinnaś mi podziękować - .. ona mi przerwała.
- No dobrze, dziękuję. Kochana jesteś. Dzięki, że wpadłaś na ten pomysł cwaniaro - powiedziałam szczerze.
- No i taka wersja zdarzeń mi się podoba - odpowiedziała.
- Dobra to tyle, do zobaczenia - wtrąciłam szybko i zanim odpowiedziała rozłączyłam się.
- Kurczę co by tu zrobić? - zapytałam sama siebie, odkładając telefon obok siebie i położyłam palec na skroni myśląc przez chwilę.
- Wiem - powiedziałam znowu do siebie tym razem w myślach.
Złapałam znowu za telefon. Zapisałam sobie numer Nialla. Zwyczajnie. Jego imieniem.
Włączyłam "Utwórz nową" w wiadomościach i wstukałam :
"Cześć Niall. Tak to ja, Sasie. Jasne, że mam czas. Podaj tylko godzinę i miejsce :)"
"Twoja" Sasie xoxo - podpisałam i wysłałam.
Odetchnęłam i czekałam chwilę, ale stwierdziłam, że nie odpisze tak szybko więc poszłam na poranną toaletę. Pomalowałam się, umyłam ciało i zęby po czym uczesałam się tak... (nr 10) :






















... ubrałam się w tą sukienkę a do niej dobrałam czarne szpilki na niewysokim obcasie i czarną torebkę, którą miałam przy sobie na koncercie ...













... i wyszłam z łazienki. Na dół, do kuchni. Oczywiście mama czekała na mnie ze śniadaniem, a taty nie było. Zapewne już w pracy. Mama przyszykowała moje ulubione danie. American pancakes z syropem klonowym.
- Mmm - oblizałam usta na widok naleśników.
- Dawno ich nie smażyłam, więc.. proszę. Smacznego - powiedziała mama i polała moje naleśniki syropem.
Powoli zajadałam się pysznym śniadaniem i nagle mama wtrąciła.
- A co ty taka wyszykowana. Wybierasz się gdzieś? - uniosła brew i napiła się łyka herbaty.
- Nie wiem jeszcze gdzie i o której godzinie się spotkamy, ale.. tak. Mam spotkanie z Niallem - uśmiechnęłam się i zaczerwieniłam, więc zakryłam dłońmi policzki i skierowałam głowę lekko w dół.
- Ooo, no to powodzenia. Życzę udanej randki, szkrabie - skinęła głową.
- Ale mamo to nie jest randka. Przynajmniej tak mi się wydaje.. - wzruszyłam ramionami i napiłam się soku.
- Tak, tak. Znam te zachowanie. Niewątpliwie. Randka jak nic - zaśmiała się i wypiła herbatę do końca odstawiając kubek do zmywarki.
- Oj dobra już, poddaję się - zaśmiałam się, skończyłam jeść posiłek i sprzątnęłam ze stołu.

*** (spotkanie)
Ooo, to pewnie Niall - pomyślałam słysząc sygnał wiadomości.
Tak, nie myliłam się.
"Cieszę się. Spotkajmy się w Hyde Parku za 10 minut."
Znowu dopisał "xoxo". To było słodkie, aż uśmiechałam się do ekranu komórki na sam widok.
Schowałam telefon do torebki, w której tradycyjnie miałam jeszcze gumę i portfel.
Powoli wyszłam z domu, bez pośpiechu żegnając się z mamą, która po raz kolejny życzyła mi powodzenia.
Na miejsce dotarłam o ustalonym czasie. Rozejrzałam się. Nie widziałam nikogo poza starszym panem siedzącym na ławce mniej więcej po środku parku, który karmił gołębie (skojarzyłam to z Lou, directionerki będą wiedziały o co chodzi). Na chwilę zwątpiłam w to, że Niall zjawi się na spotkaniu i nerwowo przygryzałam wargę aż do kilku kropel krwi. Nagle ktoś kilka razy postukał mnie palcem w plecy. Momentalnie odwróciłam się. Widziałam przed sobą czyjąś postać. Nie byłam pewna czy to Irlandczyk, ponieważ ten niezidentyfikowany mężczyzna trzymał przed twarzą ogromny bukiet róż. Nie mogłam go dostrzec.
- Poczta kwiatowa. Czy pani to Acacia Clak? - zapytał Niall zmienionym głosem.
- Tak, to ja, ale skąd pan wiedział jak wyglądam? - zapytałam zdziwiona.
- Wszędzie poznam tą piękną dziewczynę - zaśmiał się Niall odkrywając swoje oblicze i podał mi kwiaty.
- Proszę, to dla Ciebie. Trochę się spóźniłem bo Eleonor pomagała mi wybierać kwiaty - wyjaśnił.
- Ojej, dziękuję. Są piękne - powąchałam kwiaty i uśmiechnęłam się promiennie do chłopaka.
- To na co masz ochotę Sasie? - zapytał i wziął mnie pod ramię.
- Nie mam pojęcia. Może kino? - spojrzałam na niego z nadzieją, że się zgodzi bo nie miałam za bardzo ochoty na coś innego.
- Jasne. Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem, milejdi - ukłonił się przede mną a ja zaśmiałam się skromnie.
Poszliśmy do kina na piechotę ponieważ było niecałe 15 minut drogi od parku.
Przez całą drogę rozmawialiśmy o wczorajszym dniu, opowiedział mi trochę o sobie i ja powiedziałam mu trochę o mnie. Na miejscu zaproponował że to on kupi bilety, bo chciał wyjść na dżentelmena. Przedtem otworzył mi też drzwi i puścił przodem. Byłam pod wrażeniem jego zachowania. Zdecydowaliśmy się na horror.









Każda dziewczyna wie, że to idealna okazja na przytulanie z chłopakiem w razie strasznej sceny.
Było super. Nie zwróciłam dużej uwagi na film. Zamiast oglądania przez większość seansu wtulałam się w ramiona blondyna i patrzałam się na jego piękne oczy. Nie chciał mnie wypuścić z objęć. Cieszyło mnie to, bo czułam się naprawdę bezpiecznie u jego boku. Słyszałam szepty fanek, które siedziały za nami. Ale nie chciałam się nimi przejmować. Cieszyłam się chwilami wspólnie spędzonymi z Niallerem.
Kiedy sens się skończył Niallowi zaburczało w brzuchu.
- Co powiesz na Nando's Sasie? Umieram z głodu - spojrzał mi w oczy z miną głodnego szczeniaczka.
- Jasne, w sumie ja też. Chodźmy - poszliśmy do Nando's, które znajdowało się tuż obok kina.
Już przy wejściu zaciekawiła mnie tak zwana "ściana sław"*, na której wisiały zdjęcia sławnych osób. Kiedy przychodziły podpisywały swoje zdjęcia i odciskały swoje dłonie na glinianych tabliczkach. Po środku wisiał dość duży portret Horana z autografem, dopiskiem po PS że mają najlepsze jedzenie na świecie.
Zaśmiałam się widząc to. Niall podszedł do mnie po zamówieniu dla nas jedzenia.
- Lewy profil mam lepszy - stwierdził widząc jak dogłębnie obserwuję jego zdjęcie i zaśmiał się.
- Wiedziałam, że uwielbiasz Nando's, ale nie wiedziałam, że aż tak - zaśmiałam się.
Usiedliśmy do stolika i zjedliśmy. Kiedy skończyliśmy Niall wstał i odsunął mnie razem z krzesłem.
- Proszę, madame - pokazał ręką w stronę wyjściowych drzwi po czym podał mi rękę żeby pomóc wstać.
Był taki słodki kiedy zachowywał się jak dżentelmen. Wyszliśmy z restauracji. Przez dłuższą chwilę szliśmy dość w pewnym odstępie od siebie, lecz po krótkiej chwili złapał mnie za rękę i oboje się zaczerwieniliśmy.

****
Kiedy staliśmy już przy wejściu do mojego domu, na tych niskich drewnianych schodkach Niall zbliżył się do mnie i spojrzał mi w oczy. To było cudowne uczucie. Widziałam jego twarz a w tle całe mnóstwo gwiazd i księżyc. Promieniałam ze szczęścia. Niall zbliżył się jeszcze przekręcił głowę lekko w prawo i złączyliśmy się w pocałunku. Innym razem czułabym, że to trochę za szybko, ale teraz miałam wszystko gdzieś. Było magicznie. Całując go jedną ręką bawiłam się jego włosami a drugą opierałam o jego klatkę piersiową. Czułam szybkie bicie jego serca. On oparł ręce na mojej talii, a kiedy skończył mnie całować uśmiechnął się tak..















.. a ja - mówiąc w przenośni - rozpłynęłam się patrząc w jego oczy.
- To.. do zobaczenia następnym razem - powiedział drapiąc się lekko w tył głowy i uśmiechnął się znowu.
- Do zobaczenia - odwzajemniłam uśmiech.
Niall nachylił się nad moim policzkiem, musnął go czule po czym mnie przytulił i szepnął do ucha:
- Dobranoc Acacia.
- Dobranoc Niall - odparłam rumieniąc się i pomachałam mu na pożegnanie.
Puścił moją rękę od której wcześniej nie chciał się oderwać, zadzwonił po taksówkę i odjechał.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
* - wymyśliłam ją sobie, żeby dodać trochę akcji :P
Przepraszam za wszystkie błędy. 
Mam nadzieję, że wam przypadnie do gustu dzisiejszy rozdział. 
Byłabym bardzo wdzięczna za jakikolwiek komentarz pod rozdziałem. Nawet anonimowy. 
Dziękuję za przeczytanie ! ♥


~ Katherine

środa, 30 stycznia 2013

Dream come true

Obudziłam się wtulona w poduszkę. Odepchnęłam się zwinnie od materaca i usiadłam po turecku. Rozejrzałam się po pokoju. Było bardzo wcześnie. Zauważyłam przez okno, że na zewnątrz jest jeszcze ciemno. Jasny świt jeszcze nie nadszedł. Włożyłam kapcie, wstałam z łóżka i wzięłam telefon z komody. Sprawdziłam Twittera. Wszystkie fanki pisały o koncercie w Londynie. Mogłam się tego spodziewać. Patrząc wciąż w telefon po cichu skierowałam się w stronę łazienki. Usłyszałam tylko stuknięcie, nie byłam w pełni świadoma. Byłam zbyt zaczytana w tweety innych.
- Auć - z hukiem upadłam na podłogę i złapałam jedną ręką za głowę.
To był tata. Zaspana twarz. Szlafrok narzucony na piżamę w paski.
- Przepraszam. - tata wstał i podał mi rękę, żeby pomóc wstać.
- Nie szkodzi - podniosłam z podłogi telefon, który przez upadek wyłączył się.
- Ale.. czemu wstałaś tak wcześnie? - tata spojrzał na mnie nie ukrywając zdziwienia.
- Sama nie wiem - wzruszyłam ramionami - To chyba przez pełnię...
- ... albo przez stres - przerwał mi tata.
- Możliwe. W końcu nie codziennie dostaje się okazje na spotkanie ulubionego zespołu - zaśmiałam się i włączyłam telefon.
- Dobrze. Skorzystaj z łazienki i idź jeszcze spać. Nie będziemy budzić mamy o tej porze. Ma dzisiaj wolne. Zasługuję na odrobinę odpoczynku. - powiedział.
- W porządku. To do zobaczenia na śniadaniu - skinęłam głową i weszłam do łazienki zamykając za sobą drzwi.
Wzięłam szybki prysznic. Woda była trochę zimna, ale to pomogło mi się dobrze rozbudzić. Po umyciu owinęłam się ręcznikiem i narzuciłam na siebie szlafrok żeby się ogrzać. Umyłam zęby i wychodząc z łazienki, pomknęłam po cichu do pokoju.
Nie mogłam już zasnąć. Założyłam na siebie luźną bluzę Obey, spodnie od dresu i wełniane skarpety. Usiadłam z powrotem na łóżku, zgięłam kolana i oparłam o nie brodę. Patrzałam na księżyc. Potem obserwowałam co dzieje się za oknem. Siedziałam tak i myślałam o różnych rzeczach. Czasami miałam takie chwile, że zbierało mi się na myśli. O przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Spędziłam tam dużo czasu więc mogłam zobaczyć jak miasto zmienia się kiedy na zewnątrz już świta. Uchyliłam lekko okno, żeby usłyszeć śpiew ptaków, świst wiatru itp. Po krótkiej chwili usłyszałam szuranie gdzieś w domu. Wiedziałam, że rodzice już wstali. Mama przyszła na chwilę do pokoju.
- Cześć Sas, chodź na dół, za chwilę zrobię śniadanie. - wtrąciła
- Okej, poczekaj to pójdę z Tobą. - podniosłam się z miejsca i poszłam za mamą na dół, do kuchni.
Na jednym z krzeseł w części kuchni którą nazywaliśmy jadalnią (choć jej nie przypominała) siedział już tata. Gotowy do pracy w poważnym ubraniu ze służbową teczką opartą o krzesło stojące obok.
Powolnymi ruchami popijał kawę i przeglądał poranną prasę. Spojrzał na zegarek. Widziałam że toster był nastawiony. Kiedy grzanki wyskoczyły tata zwinnym ruchem chwycił je, spakował do walizki tzw. podróżne, małe masło i wyszedł do pracy. Usiadłam przy stole i patrzałam jak mama smaży jajecznicę.
- Proszę, gotowe. Smacznego. - postawiła talerz przede mną, obok grzanki na osobnym talerzu, masło i sztućce.
- Dziękuję, a czy mogłabym cię prosić o coś do..
- .. picia. Tak - przerwała mi mama i zaśmiała się, stawiając obok mojego talerza kubek pełen ciepłej herbaty.
- Kochana jesteś - uśmiechnęłam się do niej i znowu podziękowałam.
Mama usiadła na przeciwko mnie. Popijała kawę co jakiś czas zerkając na mój talerz.
- Dlaczego nie jesz? - spytała - Przecież uwielbiasz jajecznicę..
- Nie wiem, jakoś nie jestem głodna - odparłam "dziobiąc" widelcem jajecznicę.
Uniosłam kubek z herbatą i wypiłam trochę. Powoli jednak zabrałam się do jedzenia śniadania. Nie chciałam sprawić przykrości mamie.
Kiedy zjadłam podziękowałam za posiłek, schowałam naczynia do zmywarki i sprzątnęłam resztę rzeczy ze stołu.
- Nie ma za co - uśmiechnęła się mama i dopiła do końca swoją kawę.
- Zadzwonię do Alice, zapytam, o której się spotkamy - przekazałam mamie.
Skinęła tylko głową i mruknęła coś pod nosem podsuwając sobie "pod nos" gazetę, czytaną wcześniej przez tatę.
Wstukałam szybko numer Alice i uzgodniłyśmy wspólnie że skoro koncert jest na 16:30 to musimy się zobaczyć jakieś pół godziny wcześniej żeby zdążyć dojechać na miejsce i odebrać bilety.
Do 15:00 oglądałam z mamą jakiś film w telewizji. Kiedy się skończył pobiegłam na górę żeby się przyszykować. Mój makijaż ograniczał się jak zwykle do oczu, ale tym razem użyłam też trochę różu na policzki i musnęłam usta błyszczykiem o zapachu Fanty.
Uczesałam się tak ...













... i taką stylizację wybrałam ze swojej szafy ...















Przyszykowana byłam zadowolona z końcowego efektu. Miałam nadzieję, że nie zbłaźnię się w żaden sposób przed chłopakami na koncercie. Schowałam telefon, gumę do żucia i portfel do tej czarnej torebki.
Założyłam jeszcze na nadgarstek zegarek i spojrzałam na godzinę. Było za 5 szesnasta. Wyszłam z domu i spotkałyśmy się z Alice. Poczekałyśmy 10 minut na autobus. Na miejscu koncertu odebrałyśmy w kasie bilety. Tłumy piszczących fanek zebrały się przy wejściu i czekały. Nie mogłyśmy z Alice znieść tych wrzasków. Nie lubiłyśmy tego. Byłyśmy specyficznie nastawione do takich rozwrzeszczanych fanek. Kiedy było 10 minut do koncertu zaczęli wpuszczać do środka. Nie musiałyśmy pokazywać biletu kiedy nadeszła nasza kolej. Ochroniarz widząc nasze przepustki VIP zawieszone na szyjach pokazał nam tylko gestem abyśmy weszły do środka. Czułam tą zazdrość innych fanek 1D kiedy wchodziłyśmy do środka. Poszukałyśmy swojego miejsca. Na scenie były już ustawione instrumenty, dekoracje itp. Dźwiękowcy przygotowywali się na show. Nie mogłam opanować radości. Zakryłam na chwilę usta rękami żeby spróbować uspokoić się chociaż w małym stopniu. Nasze miejsca - w pierwszym rzędzie najbliżej sceny. Byłyśmy zachwycone. Nagle kiedy szepty itp ucichły światła w sali zgasły. Na środek sceny skierowano ogromny reflektor.
- Jesteście gotowi na show? - dobiegł skądś głos prowadzącego koncert.
Wokół słychać było piski, okrzyki, gwizdy.
- To.. zaczynamy!!
Spod sceny wyłonili się chłopcy. Nie śpiewali jeszcze, ale w tle po cichu leciała melodia "One Thing".
- Przed występem.. - zaczął Harry.
- .. chcielibyśmy... - powiedział Louis.
-.. pogratulować... - mówił dalej Zayn.
-.. pewnym osobom... - powiedział Liam.
Niall spojrzał szybko na chłopaków po czym skinął głową i oddalił się od nich wychodząc bliżej pierwszego rzędu.
- Zapraszam dziewczyny - Niall spojrzał na nasze wejściówki zawieszone na szyjach i wyciągnął rękę żeby pomóc nam wejść na scenę.
- Co? - momentalnie rozdziawiłam buzię i spojrzałam na Alice.
Byłyśmy w szoku i nie wiedziałyśmy co zrobić.
Niall pomógł Alice wejść na scenę i powiedział jej po cichu żeby podeszła do reszty chłopaków.
Kiedy przyszła moja kolej Niall znowu wyciągnął rękę w moją stronę.
- Chodź Acacia - wyczytał z plakietki i uśmiechnął się.
Wciągnął mnie na scenę i uśmiechnął się znowu. Przez chwilę patrzyliśmy sobie w oczy. To było cudowne.
- Yy.. ja... - zarumieniłam się i zasłoniłam szybko policzki rękami.
Podeszliśmy z Niallem do reszty.
- Te dwie szczęściary wygrały. Bycie tutaj z nami. Na koncercie i wejściówki VIP za kulisy - powiedział Niall.
- Brawa dla Alice - Zayn złapał ją za rękę i uniósł w górę jak na ringu.
- I Acacii - Niall zrobił tak samo ze mną.
Na sali słychać było gwizd i pisk fanek. Prawie rozpłakałam się ze szczęścia, ale nie mogłam. Tak przy wszystkich więc się powstrzymałam.
- Okej, a teraz zejdźcie ze sceny dziewczyny, zobaczymy się po koncercie - powiedział Liam z uśmiechem, a Zayn i Niall pomogli nam zejść ze sceny z powrotem na nasze miejsca.
Cieszyłyśmy się bardzo. Dziewczyny które miały miejsca obok nas pytały jak było itd.
Odparłam tylko, że dobrze i razem z Alice wpatrzyłyśmy się w chłopaków.
Zagrali wszystkie piosenki z płyty Take Me Home. Było oczywiście kilka bisów : Little Things, Rock me i Kiss u.

**

Byłyśmy już za kulisami, a chłopcy byli jeszcze w swojej garderobie.
Siedziałyśmy na fotelach (takich jakie ma reżyser podczas kręcenia filmu) z imionami Liam i Louis.
W pewnym momencie ktoś klepnął mnie ręką w plecy. Odwróciłam się szybko, lekko przestraszona.
To była Ada.
- Ada? Wow, co ty tu robisz?! - spytałam zdziwiona.
- Okazało się, że tata ma znajomego który pracuje tutaj i załatwił mi wejście za kulisy za darmo. Niestety na koncercie nie udało mi się być - posmutniała z lekka.
- To super, żałuję, że nie było Cię na koncercie, ale masz szczęście, że zobaczysz chłopaków twarzą w twarz.
Kiedy skończyłam mówić chłopcy wyszli z garderoby i usiedli na długiej kanapie ustawionej przy ścianie na przeciwko nas.
- Nie zdążyliśmy się jeszcze z wami poznać dziewczyny - Harry spojrzał na nas po czym zauważył Adę.
- A cóż to za urocza dama się do was przyłączyła? - zapytał.
- To moja kuzynka z Polski. Przyjechała tu z rodziną na jakiś czas. - uśmiechnęłam się przestawiając ją.
Harry wstał, podszedł do Ady i wyciągnął ku niej rękę.
- Harry - powiedział z uśmiechem.
- Ada - odpowiedziała i odwzajemniła uśmiech.
- Może masz ochotę na zawody w PSP? - uniósł brew pytając.
- Pewnie, tylko nie płacz, jeśli przegrasz - zaśmiała się i poszli do innego pokoju ze swoimi PSP.
Złapałam oddech i wstałam z miejsca. Podchodziłam po kolei do każdego z chłopaków i przedstawialiśmy się nawzajem. Alice widząc co robię zrobiła to samo. Kiedy podałam rękę Niallowi przyjemny dreszcz przeszedł przez moje ciało.
- My się chyba już znamy - zaśmiał się i spojrzał na mnie.
- Tak, to prawda - zaśmiałam się również i zagadnęłam.
- To głupie, ale.. możemy się lepiej poznać? Zrozumiem jeśli nie zechcesz.. - spojrzałam mu w oczy z nadzieją i przygryzłam delikatnie dolną wargę.
Niall patrzył na mnie nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Zgódź się głupku - powiedział Louis szturchając go łokciem w bok.
- Aaa.. ten.. no.. pewnie. Z przyjemnością - uśmiechnął się.
Był speszony, zauważyłam to.
- Cieszę się - uśmiechnęłam się skromnie.
Spojrzałam na Alice. Rozłożyli (ona, Liam, Louis i Zayn) poduszki na podłodze i usiedli na nich, ponieważ w tym pokoju nie wiele było wolnego miejsca. Ucieszyłam się, że dobrze się dogadywali.
- Wiesz.. szczerze mówiąc to mam coś dla Ciebie - wyjęłam z torby album z uśmiechem narysowanym przeze mnie i podałam go Niallowi.
Ten album wykonałyśmy z Alice już dawno. W środku były nasze zdjęcia, zdjęcia chłopaków, naklejki, moje szkice ich twarzy, 2 strony ze szczegółowymi opisami każdego z nich itd.
Niall powoli kartkował album.
- Wow, sporo o nas wiecie - zaśmiał się.
Zaczytał się w 2 stronach poświęconych tylko jemu.
Nie chciałam mu przeszkadzać więc też patrzałam na wnętrze albumu.
- Dziękuję za ten prezent Sasie - uśmiechnął się.
- Oczywiście jeśli mogę do Ciebie mówić w ten sposób.. - spojrzał na mnie.
- Jasne, oczywiście - uśmiechnęłam się lekko speszona.
- Ej ludzie - cała grupka "z podłogi" zwróciła głowy ku Niallowi - patrzcie co dziewczyny dla nas zrobiły.
Alice uśmiechnęła się kiedy zobaczyła jak Niall unosi nasz album do góry. Chłopaki podeszli do Nialla i obejrzeli album.
- Coś nas ominęło? - zapytał Harry wchodząc do pomieszczenia z Adą przy boku.
- Nie stójcie tak, tylko chodźcie to obejrzeć - powiedział Louis i machnął ręką żeby podeszli do nich.
Przez resztę spotkania Liam,Louis,Zayn, Harry, Ada i Alice oglądali album i rozmawiali między sobą, a ja i Niall przez cały czas rozmawialiśmy
To było świetne. Czułam jakbym znała ich wszystkich od lat. Dobrze dogadywałam się z Niallem, śmialiśmy się, ale mówiliśmy też o przykrych sprawach z przeszłości. Kiedy wybiła 22 nadszedł czas pożegnania. Wszyscy przytulali się na pożegnanie. Ja, Alice i Ada zostawiłyśmy im nazwy swoich kont na Twitterze, żeby jeszcze kiedyś pogadać. Już kierowałyśmy się do wyjścia, kiedy Niall i Harry podbiegli do nas. Harry oddał Adzie swoje PSP, choć Ada miała własne ucieszyła się z prezentu. W końcu to był prezent od Harrego Styles'a we własnej osobie!
- Chciałem Ci coś dać Sasie - powiedział Niall i wyciągnął zza pleców białego misia.
- Aww, jaki słodki - uśmiechnęłam się - ale nie mogę go przyjąć.
- Nie, nie. Proszę weź go. Chcę żebyś miała ode mnie coś co nie pozwoli Ci o mnie zapomnieć- zaśmiał się.
- W porządku. Jest słodki - spojrzałam jeszcze raz na misia i przytuliłam go na pożegnanie.
- Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy - uśmiechnęłam się.
Kiedy skończyliśmy rozmowę podjechała mama i zabrała mnie, Adę i Alice do domów.
- Dobranoc chłopaki - krzyknęłyśmy zanim wsiadłyśmy do auta i odjechałyśmy.

__________


Spojrzałam na misia i dostrzegłam karteczkę przyczepioną do jego ucha.
Na karteczce markerem zapisany był numer Nialla z dopisem "xoxo".
Nie wierzyłam w swoje szczęście.










~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Dzisiaj napisałam w miarę długi rozdział.
Pojawił się też fragment z następnego rozdziału. Nie wiem kiedy go dodam. Może jeszcze dziś bo wena mi dopisuje. Mam nadzieję, że się spodoba i że będziecie czekać na następny rozdział.
+ przepraszam oczywiście za błędy językowe/ortograficzne/interpunkcyjne, ale pisałam na szybko.

~ Katherine

wtorek, 29 stycznia 2013

A lot of luck

"- Nie mogę się doczekać - powiedziałam.- Ja też."
Po usłyszeniu nowiny pożegnałam się z Alicją i rozeszłyśmy się w swoje strony. Kiedy weszłam do domu zostawiłam torbę na kredensie w holu, wyjęłam z niej telefon i poszłam do salonu pooglądać telewizję. Nic szczególnego. MTV - jak zawsze. Choć czasami udało mi się przysiąść z rodzicami i obejrzeć jakiś ciekawy film. Wzięłam do ręki pilota, włączyłam telewizor. Najpierw sprawdziłam te kanały na których mogło akurat lecieć coś ciekawego.
- Nic, nic, nic, beznadzieja, nic, nic, po raz setny nic - westchnęłam ,zmieniając kanały i przewracając oczami.
Ostatecznie włączyłam MTV i zasłuchałam się w piosence Foo Fighters - Walk. Uwielbiałam ją odkąd pamiętam. I nagle.. znowu sygnał wiadomości na Twitterze.
Przyznam że niechętnie złapałam za telefon, nie chciałam biegać w tę i z powrotem. Jednak to nie była Alice. Odetchnęłam z ulgą. Tweet od mojej kuzynki z Polski - Adrianny. Nie pamiętam już co dokładnie napisała, ale wspomniała o tym, że przyleciała z rodziną do Londynu. Bardzo mnie ta wiadomość ucieszyła, bo uwielbiałam spędzać z nią czas. Od razu wyszłam z Twittera i wybrałam jej numer - co nie trwało długo bo miałam jej numer na tzw. "szybkim wybieraniu".
Jeden sygnał, drugi, trzeci...
- Halo - powiedziała Ada zaspanym głosem.
- Obudziłam Cię? - spytałam lekko zdziwiona.
- Tak, jestem już w domu, który wynajęliśmy. Zdrzemnęłam się, bo podczas lotu nie spałam w ogóle. To był mój pierwszy lot samolotem. Podziwiałam widoki i grałam trochę w PSP.
- Aha, rozumiem. Podaj mi swój teraźniejszy adres to za jakieś pół godziny wpadnę.
- W porządku, zobaczysz jaki ładny jest ten dom. - zaśmiała się i podała mi dokładny adres.
- Dobra, ja idę się przyszykować i kupić bilet na autobus. Do zobaczenia później!
Rozłączyłam się. Weszłam na górę, do łazienki. Złapałam za moją kosmetyczkę, odpięłam zamek i wyjęłam kilka rzeczy. Nie używam pudru, fluidu itp. Sięgam tylko po "drobną pomoc" tuszu do rzęs i robię kreski eyelinerem lub kredką. Odkręciłam tusz i przejechałam kilka razy po rzęsach żeby nadać im objętość, ponieważ moje rzęsy są z natury bardzo długie. Eyelinerem zrobiłam kreski i całość mojego "make upu" wyglądała mniej więcej tak :












Kiedy skończyłam się malować, mama pomogła mi spleść włosy...











Nie przebierałam się z tego co miałam na sobie. Nie widziałam potrzeby. Miałam jeszcze 15 minut do przyjazdu autobusu. Kiosk stał 2 minuty drogi od mojego domu. Kiedy schodziłam na dół po schodach, usłyszałam zatrzaśnięcie się drzwi. Ktoś zdejmował buty. W pewnej chwili chrząknął donośnie. Już wiedziałam kto przyszedł.
- Cześć tato - uśmiechnęłam się witając go na skrzyżowaniu między holem a resztą pokoi.
- Cześć - tata odwzajemnił uśmiech. Ten jego wyraz twarzy. Bezcenny. Zawsze śmiałam się kiedy uśmiechał się do kogoś w ten sposób - Wybierasz się gdzieś?
- Tak. Ada napisała dzisiaj do mnie, że przyjechała z ciocią i wujkiem do Londynu, i że są już w domu, który wynajęli. Jadę do niej. Za chwilę kupuje bilet na autobus i w drogę - wytłumaczyłam.
- W porządku. Pozdrów ich ode mnie. - powiedział tata i zaczął wchodzić po schodach na górę.
- Okej - krzyknęłam kiedy był już u szczytu schodów, wzięłam torebkę i wyszłam z domu, trzaskając drzwiami.
Zanim schowałam telefon do torby spojrzałam na godzinę. Miałam jeszcze niecałe 5 minut do przyjazdu autobusu. Szybkim ruchem schowałam telefon i truchtem podbiegłam do kiosku. Kupiłam bilet i odetchnęłam z ulgą. Usiadłam na kamieniu obok przystanku bo cała ławka dla czekających na autobus była zajęta. Kiedy "mój transport" nadjechał weszłam, skasowałam bilet i usiadłam na 1 osobowym miejscu w rogu autobusu.
Włożyłam w uszy słuchawki, wzięłam do buzi gumę Orbit i włączyłam na swoim telefonie piosenkę 1D "Little Things". Uwielbiałam ją. Zawsze sprawiała, że powracały dobre wspomnienia. Przesłuchałam jeszcze około 3 piosenki zanim autobus dotarł na miejsce. Wysiadając rozejrzałam się po okolicy.
- Wow, te domy wynajmują chyba najbogatsi Brytyjczycy - rozdziawiłam lekko usta.
- Ooo, kogo ja widzę - usłyszałam czyjś głos zza pleców.
Odwróciłam się natychmiast. To była Ada. Grała w siatkówkę z wujkiem przed domem.
Uśmiechnęłam się widząc to. Weszłam przez białą, drewnianą furtkę i przytuliłam kuzynkę na przywitanie.
- Cześć głupku - powiedziałam do niej i roztrzepałam jej grzywkę.
- Fajne przywitanie - zrobiła zrezygnowaną minę. Udawała. Znałam ją na tyle dobrze, że wiedziałam kiedy udaje.
- Oj nie obrażaj się już - zrobiłam głupią minę i zaśmiałam się.













- Okej, już nie będę - wyszczerzyła się w cwanym uśmieszku.
Ada oprowadziła mnie po domu i weszłyśmy do jej pokoju. Wszędzie leżały jej ubrania.
- Czysto tu masz - zmarszczyłam nos patrząc na pokój i zaśmiałam się - Ale pokój ładny, przyznam.
- Dzięki, bałagan jest, dlatego że szukałam jakiejś fajnej bluzki do ubrania - zaśmiała się i widząc, że nie mam gdzie usiąść zrzuciła stertę ubrań z łóżka i poklepała miejsce obok siebie z zadziornym uśmiechem.
-To.. zgadnij co ciekawego Ci powiem - zagryzłam dolną wargę z radością na twarzy.
- Nie ważne, mów ! - poganiała mnie.
- Idę z Alice na koncert One Direction w ten piątek. Mamy bilety z wejściówkami VIP, więc moje marzenie żeby spotkać się z Niallem twarzą w twarz się spełni. - uśmiechnęłam się.
- Co?? - zrobiła wielkie oczy - Serio?? - Szturchnęła mnie ręką w ramię - Mów prawdę! - podkreśliła.
- Przecież mówię. Nawet nie wiesz jak ja się z tego cieszę. - zakryłam dłońmi usta i westchnęłam próbując opanować emocje.
- Zazdroszczę - posmutniała z lekka - Mogę iść z wami? - uniosła brew i spojrzała na mnie z nadzieją w oczach.
- Chciałabym i jeśli rodzice kupią Ci bilet to w porządku, ale niestety... wejściówki za kulisy mamy tylko 2 -zrobiłam zrezygnowaną minę.
- Nie szkodzi. Przecież możesz równie dobrze wziąć dla mnie autograf z dedykacją od Harrego. - zauważyła  poruszając zabawnie brwią.
- O kurczę, o tym nie myślałam. Okej. Załatwione - uśmiechnęłam się i przybiłam jej żółwika.
Tego dnia jeszcze długo rozmawiałyśmy o jutrzejszym koncercie. Czułam, że ten tydzień będzie pełen  niespodzianek takich jak te dzisiejsze. Po pierwsze wiadomość Alice a po drugie spotkanie Ady. Po rozmowie z kuzynką obejrzeliśmy film z nią i z jej rodzicami a potem ciocia poczęstowała mnie ciastem i wróciłam do domu przekazując oczywiście pozdrowienia od taty.

**

Kiedy wróciłam do domu była już 23. W progu przywitała mnie mama. Nie widuję jej często w tygodniu, bo pracuje "od rana do nocy".
- Dobry wieczór Sas! (tak pieszczotliwie mówiła na mnie mama) Jak Ci minął dzień skarbie?
- Całkiem dobrze. Idę na mój wymarzony koncert 1D mamo! - wyszczerzyłam zęby w szerokim uśmiechu. - Alice wygrała bilety od MTV. Koncert już jutro więc muszę się przyszykować. Jeśli nie znajdę nic odpowiedniego u siebie, mogę pożyczyć coś Twojego* ? - uniosłam brew
- Jasne kochanie. A jak minęło spotkanie z Adą, Wiolettą i Jackiem? - spytała.
- Ach tak.. pewnie tata Ci wspominał. Było super. Rozmawiałam z Adą parę godzin, obejrzeliśmy wszyscy film i ciocia poczęstowała mnie pysznym ciastem Toffi - oblizałam usta i pomasowałam się po brzuchu ręką. - Pycha ! - uniosłam kciuk ku górze i uśmiechnęłam się. Przytuliłam mamę na dobranoc i poszłam na górę.
Tata już spał więc przechodząc obok otwartych drzwi sypialni starałam się zachowywać jak najciszej. Dotarłam do łazienki i zmyłam makijaż. Zatkałam odejście wody w umywalce korkiem i nalałam sobie trochę ciepłej wody po czym zanurzyłam w niej ręce i chlapnęłam sobie na twarz. To zawsze pomagało mi szybciej zasnąć. Umyłam starannie zęby, zgasiłam światło w łazience i udałam się do swojego pokoju. Wyszperałam z szafki swoją pogniecioną piżamę i "narzuciłam" ją na siebie. Związałam włosy w luźny koczek bo dzięki temu moje włosy miały rano większą objętość i bardziej się kręciły. Postawiłam swoje kapcie ze SpongeBobem na miejscu, tuż obok łóżka. Dziwnym trafem zawsze budziłam się po tej samej stronie. Kiedy wszystko było już "dopięte na ostatni guzik" odsunęłam kołdrę na bok i położyłam głowę na zimnej poduszce. Przed snem układałam sobie idealny przebieg jutrzejszego koncertu i wreszcie nadszedł oczekiwany sen.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
+ przepraszam za ewentualne błędy ortograficzne/interpunkcyjne

~ Katherine

Good news

"Niesamowite jak ten czas szybko zleciał.. Minął miesiąc od kiedy postawiłam "pierwsze kroki" w nowym miejscu zamieszkania - w Londynie".

Godzina 13:00, wakacje. Kiedy się rozbudziłam przetarłam oczy jak to miałam w zwyczaju. Usiadłam na łóżku i zanim wstałam "zanurzyłam" nogi w ciepłych kapciach z podobizną SpongeBoba. W momencie kiedy "oderwałam się" od łóżka usłyszałam sygnał nowej wiadomości dochodzący z mojego Twittera w komórce. Szybkim ruchem podbiegłam do komody na której leżał telefon, odblokowałam ekran i weszłam we "Wzmianki". Alice napisała "Za 15 minut widzimy się w Hyde Parku #hurry". Na widok wiadomości zrobiłam wielkie oczy. Kiedy chciała się spotkać w parku to zazwyczaj miała mi do przekazania bardzo ważną wiadomość. Złapałam zręcznie telefon w lewą rękę i szybkim krokiem udałam się do łazienki. Mycie zębów, czesanie itd. Powróciłam na krótką chwilę do pokoju żeby wygrzebać jakieś ciuchy z szafy. Zdecydowałam się na...





















... ponieważ uwielbiałam nosić koszule letnimi popołudniami. Upięłam jeszcze włosy w luźny kok, psiknęłam się moimi ulubionymi perfumami i pędem ruszyłam z domu, chowając po drodze telefon do torebki.
Hyde Park co prawda był niedaleko mnie, ale lubiłam być na miejscu odrobinę wcześniej, żeby nie rozczarować się jeśli druga osoba się spóźni. Na miejsce dotarłam oczywiście przed czasem. Usiadłam na ławce, z którą wiązało się wiele ciekawych wspomnień. Od kiedy poznałam Alice siedząc na tej ławce zawsze mogłyśmy się wyluzować, odciąć od reszty ludzi. Wyjawiałyśmy swoje tajemnice, śmiałyśmy się i potrafiłyśmy po prostu siedzieć w ciszy, kiedy tego wymagała sytuacja. Choć znamy się dopiero rok jesteśmy dla siebie oparciem, najlepszymi przyjaciółkami, rozumiemy się bez słów. Westchnęłam cicho zakładając nogę na nogę i rozejrzałam się wokół. Uwielbiałam Londyn latem. Był tak pełen życia, dzieci puszczających latawce i rodzin robiących piknik na trawniku parku. Wyjęłam z torby telefon, patrzałam w niego chwilę udając że nie zauważyłam jej gdy czaiła się tuż za mną. "Ktoś" zakrył dłońmi moje oczy i oddychał cicho, stonowanie. 
- Alice? - zaśmiałam się i złapałam swoimi rękami za jej dłonie aby "zdjąć" je z moich oczu.
- No zgadłaś - powiedziała z nutą rozczarowania w głosie.
- Zawsze musisz zepsuć moje niecne plany? - zapytała i usiadła na ławce obok mnie. Zrobiła nadąsaną minę. Robiła to dla żartów. Wiedziałam kiedy żartowała. Miała wtedy taki błysk w oku..
- Tak zawsze - odpowiedziałam jej z cwanym uśmieszkiem i schowałam telefon z powrotem do torby.
- No więc co takiego ciekawego masz mi do powiedzenia, kochana? - uniosłam brew i usiadłam po turecku w rogu ławki.
- Zgadnij kto zdobył VIPowskie bilety na koncert najlepszego boysbandu świata?! - powiedziała ciesząc się jak dziecko.
- Ojej, będzie tak trudno zgadnąć.. hmm.. Ty? - uniosłam brew ponownie i przekręciłam głowę lekko w bok.
- No pewnie że ja głupku! - uśmiechnęła się i walnęła mnie lekko pięścią w ramię.
- Okej, okej. I co w tym rewelacyjnego? - wzruszyłam ramionami i udawałam brak zadowolenia. Tłumiłam w sobie nieskończoną radość.
To wyglądało tak jakby radość wprost wybuchła ze mnie. Zaczęłam cieszyć się jak głupia. 
- Jak zdobyłaś bilety? Mów i to ze szczegółami!! - spojrzałam na nią.
- Dzisiaj rano oglądałam MTV. Kiedy zaczął się teledysk do "Kiss U" jadłam akurat śniadanie. Pod spodem "na pasku" leciał napis że jeśli wymienisz w emailu wszystkie piosenki z płyty Take Me Home i zgadniesz w jakim mieście będzie najbliższy koncert to wygrasz 2 bilety na koncert z wejściówkami VIP.
- Banalne - pomyślałam. Całkowicie na spontanie złapałam za laptopa i wysłałam odpowiedź. Byłam pewna że nie wygram. Myślałam że pewnie już straciłam szanse bo jakaś szczęściara mnie ubiegła. Ale nie.. 
- Tylko tyle? - przerwałam jej z nutą rozczarowania w głosie.
- Daj mi skończyć! - prawie krzyknęła mówiąc to i gestem pokazała mi że mam się uciszyć.
- Czekając na odpowiedź zrobiłam sobie płatki z mlekiem. Po 1h nie było odpowiedzi więc pozostał mi już tylko cień nadziei że dostanę odpowiedź od ekipy MTV. Co chwilę odświeżałam stronę z pocztą w oczekiwaniu na tą wiadomość. I nagle.. Wow! - zrobiłam wielkie oczy - Wiadomość od MTV o treści "Udało się! Wygrałeś/aś !! itp bla bla bla bla". Z wrażenia wyplułam płatki które miałam w buzi na blat w kuchni i musiałam go potem myć - zrobiła smutną minę i zaśmiała się.
- To świetnie. Czyli, że idziemy na koncert razem tak? - spojrzałam na Alice.
- Pewnie, przyjaciółkę na pewno zabiorę ze sobą - skinęła głową - bilety odbieramy bezpośrednio w kasie biletowej na koncercie. W e-mailu było napisane że koncert odbędzie się już w ten piątek. 
- Nie mogę się doczekać - powiedziałam.
- Ja też.


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
+ przepraszam za ewentualne błędy ortograficzne/interpunkcyjne

Mam nadzieję, że pierwszy rozdział się spodoba. Przypływ weny więc musiałam to "przelać" bezpośrednio tutaj. Piszcie w komentarzu (bądź na moim koncie na Twitterze) czy wam się podobało. Jeśli tak to co i jakie macie dalsze oczekiwania a jeśli nie to dlaczego i co powinnam zmienić.

~ Katherine

Beginning + Bohaterowie

Cześć, nazywam się Kasia.(na blogu będę podpisywać się Katherine) Jest 12:03 (Wtorek). 

Piszę o tej godzinie dlatego, że powoli mija mi drugi - ostatni tydzień ferii zimowych. 

W te ferie wciągnęłam się w czytanie opowiadań innych Bloggerów, więc sama postanowiłam coś stworzyć. Mam nadzieję, że moje opowiadanie wam się spodoba i będzie chociaż 5 osób które będą regularnie odwiedzać ten blog :) W tym poście chciałam przedstawić bohaterów.

Główna bohaterka :


 Acacia Clark - 18-latka * ,Brytyjka **. Często zmienia kolor włosów, więc nie można go bliżej określić, około 168 wzrostu, niebieskie oczy.
Normalna dziewczyna, choć znana przez wielu w sieci, uwielbia 1D, jej marzeniem jest poznać Justina Biebera i Ed'a Sheeran'a. Narazie nie studiuje. Zastanawia się jaki kierunek podjąć, ładnie śpiewa choć nikt, prócz jej najbliższych o tym nie wie, gra na pianinie, ma słabość do blondynów. Acacia jest jedynaczką. Jej ulubiony kolor to fioletowy.


Członkowie 1D :





Niall Horan - 19-latek, Irlandczyk. Ma 171 wzrostu, farbowane na blond włosy i mocno niebieskie oczy. Niall gra na gitarze oraz kocha jeść. Obecnie nie ma dziewczyny.Jego ulubioną restauracją jest Nando's, uwielbia się przytulać, jeśli widzi, że ktoś płacze to sam też zaczyna to robić, dlatego nienawidzi płaczących ludzi, jest leworęczny, ma starszego brata Grega, uwielbia gdy dziewczyny bawią się jego włosami, sam lubi bawić się włosami dziewczyny.





Harry Styles - 18-latek, Brytyjczyk. Ma brązową burzę loków i zielone oczy. Jego najlepszym przyjacielem jest Louis, ma starszą siostrę Gemmę, świetnie gotuje, jest najmłodszy z zespołu, kocha koty, kiedy ma zły dzień potrzebuje kogoś do przytulenia, jego ulubione jedzenie to tacos, gra na gitarze, jest kobieciarzem.







Zayn Malik - 19-latek, Brytyjczyk. Ma 175 wzrostu i czekoladowe oczy. Ma dziewczynę Perrie Edwards. Jego ulubionym kolorem jest niebieski, ma 3 siostry, nałogowo pali, nie lubi pływać, lubi inteligentne kobiety.




Louis Tomlinson - 20-latek, Brytyjczyk. Ma 175 wzrostu i niebiesko-zielone oczy. Jest najstarszy z zespołu. Ma dziewczynę Eleaonor Calder. Jego najlepszym przyjacielem jest Harry, ma 4 siostry, jest najbardziej dziecinny z zespołu (mimo wieku), gra na pianinie, jego ulubionym kolorem jest czerwony, jego pies nazywa się Ted.



Liam Payne - 19-latek, Brytyjczyk. Ma 178 wzrostu i ciemnobrązowe włosy. Ma dziewczynę Danielle Peazer Chłopcy czasem nazywają go "terapeutą" bo daje najlepsze rady, uwielbia niebieskie oczy, woli brunetki, najbardziej romantyczny chłopak w zespole, najpoważniejszy i najbardziej odpowiedzialny, lubi sprawiać, że ludzie się uśmiechają, lubi gotować, ulubiony kolor Liama to fioletowy.



* - nie wiem ile ona ma lat w rzeczywistości
** - być może jest Brytyjką, ale tego nie wiem. pisałam szybko aby było cokolwiek o jej pochodzeniu :)
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Pojawią się również postacie epizodyczne!!!


Mam nadzieję, że postacie się wam podobają. Czekajcie na pierwszy rozdział 
~ Katherine